Wróciłam na bloga. Mam tyle do napisania, że właściwie post będzie o niczym konkretnym. Z zażyłej fanki Ewy Chodakowskiej, poprzez miłość do biegania w samotności stałam się bezlitośnie zakochana w CROSSFICIE.
Na początku myślałam, że to dla facetów. Te drążki, podciąganie, ciężary...

Wymykam się w każdą wolną chwilę, zwykle gdy dziecko śpi, lecz nie zawsze jest to realne, bo sięgnęłabym nocy a na drugi dzień przedszkole, praca... jak żyć?
Tysiące przeskoków na skakance, setki podciągnięć na drążku, tony podrzuconych ciężarów. Lubię to. W kolejnym poście napiszę o co tym chodzi i dlaczego Fitmaminka pokochała crossfit.
Czuję, że znalazłam w końcu złoty środek dla siebie. Tylko dla siebie :)
